0

Perun SkyMarathon 2015

Kolejna edycja mistrzostw Czech w SkyMarathonie niestety bez Running Bastards. Żaden z nas nie zebrał się na start w biegu z taką sumą przewyższeń. Tydzień po Beskidzkiej 160 to jednak za mało na regenerację. Najważniejsze, że nasz biegowy przyjaciel i dobry ultras Przemysław Krupa zebrał siły i wystartował. Warto podkreślić, że mimo pokonania trasy Beskidzkiego Piekła tydzień wcześniej na dystansie 100km, w Perunie zajął bardzo dobre 41 miejsce, co więcej był pierwszym obcokrajowcem na mecie.

O biegu

Perun to bieg na dystansie 41km jednocześnie są to mistrzostwa Czech w SkyMarathonie.
suma podbiegów: 3195m
suma zbiegów: 2707m
punkty odżywcze: 3
wysokość wpisowego: w zalęzności od kursu +/- 60pln
strona organizatora: www.perunmaraton.cz
profil trasy:

PROFIL TRASY

PROFIL TRASY

Przemek specjalnie dla Nas relacjonuje tegorocznego Peruna. Poniżej jego relacja:

Jadąc na Peruna byłem pełen obaw czy dam radę w ogóle przebiec ten maraton. Najbardziej wkurzała mnie rezygnacja Piotrka i Arka (wahał się do ostatniej chwili), a ja strasznie nie lubię sam podróżować na zawody. Z drugiej strony rozumiałem ich doskonale bo mając w perspektywie Rzeźnika pewnie postąpiłbym tak samo. Wszyscy zresztą mieliśmy jeszcze Beskidzką 160 na raty w nogach. Cały tydzień przed maratonem bardzo się męczyłem i zrobiłem tylko jeden trening średniej jakości. Biegałem już takie dystanse tydzień po tygodniu w przeszłości ale w odwrotnej kolejności. Teraz przede wszystkim brakowało świeżości, plecy bolały mnie od 2 dni no i nogi jeszcze nie te.

 

Na miejscu byłem już o 8, godzinę później Piotrek z Arkiem przyjechali odebrać pakiety i zostali aż do startu. Przy okazji Arek poratował mnie 2 żelami za co wielkie dzięki. Temperatura idealna 8-9 stopni, tylko deszcz zaczął przeszkadzać. Chwilę przed startem przeszła mi przez głowę myśl o wycofaniu na szczęście szybko minęła. Start 9.30 i około 600 osób rusza od razu pod Javorový. Wszystkich czeka przewyższenie wynoszące 3195 i limit czasowy 8,5 godz.

 

 

Trzeba jeszcze powiedzieć, że ten bieg to przy okazji Mistrzostwa Czech w SkyMaratonie. Tak jak na Beskidzkiej 160 i tym razem zabrałem ze sobą kije. Zauważyłem że dzięki nim mniej się męczę na podbiegach i raczej się już z nimi nie będę rozstawał na tego typu imprezach. Pierwsze podejście około 2 km w gęstej mgle w miarę w porządku. Na drugim zbiegu około 7 km zacząłem już odczuwać lekki ból w mięśniach czworogłowych. I to właśnie ostrych zbiegów obawiałem się najbardziej i tam najwięcej traciłem, przynajmniej w pierwszej części. Tylko czekałem aż dopadnie mnie ból i kryzys. Faktycznie tak się stało na podejściu pod Prislop. Tam niesamowitą lekcję wchodzenia pod górę dali mi bracia Chmielewscy ze Sklepu Biegacza w Bielsku. Biegam już prawie 3 lata, ale nie zwracałem wcześniej uwagi na takie szczegóły. Oni atakują najbardziej ostre ściany na skos przechodząc cały czas raz w lewo, raz w prawo. Mnóstwo czasu zgubiłem na tym podejściu, na dole na pierwszym pomiarze około 18 km zameldowałem się na 94 miejscu.

 

Od 21 km trasa zaczęła się wypłaszczać. To było coś dla mnie, w końcu można było nabrać szybkości. Było zdecydowanie więcej drogi leśnej niż szlaku, łagodne podbiegi i zbiegi. Nogi już tak nie cierpiały a ja czułem się coraz lepiej. Do tego jak zaczynasz wyprzedzać kolejnych zawodników to dajesz z siebie więcej, dostajesz jeszcze większej motywacji.

 

Kolejna góra – Ostrý minęła dość szybko i wciąż udawało mi się mijać kolejnych zawodników. Pozostał tylko Javorový tym razem z innej strony. W tym wypadku atakowaliśmy tą górę przez serpentyny. Uwielbiam tak atakować szczyt, bo wszystko i wszystkich widać. Ty jesteś na dole a ktoś już jest u góry. Mimo przepaści, i  paru minut straty nawzajem się widzicie. Końcówka to już dosłownie ściana w pionie. Nie wiem skąd się bierze tyle siły, żeby na sam koniec pokonać coś takiego.

 

W limicie czasowym przybiegło 406 osób. Na mecie zameldowałem się z czasem 5godz. 10min 1sek. Dotarłem na metę na 41 miejscu, jak się później okazało byłem najlepszy spośród zawodników spoza Czech. Takie rzeczy chodź małe cieszą. Zwyciężył z dużą przewagą fenomenalny Tomáš Lichý.

 

Odnośnie organizacji – nie wiem jak Czesi to robią ale za małe pieniądze potrafią zorganizować takie zawody i to już kolejny raz. Wszystkiego było pod dostatkiem, zarówno na trasie jak i na mecie. Nie było żadnego problemu z oznakowaniem, a w trudnych miejscach zawsze ktoś stał. Ty skupiasz się tylko na tym co lubisz robić czyli na biegu.

Przemysław Krupa

7-210-fotografie-85-22

 

Kalendarz biegów górskich po stronie Czech zapełnia się równie szybko co w Polsce, pod względem organizacyjnym poziom bardzo zbliżony z tą różnicą, że za start u naszych sąsiadów płaci się dużo mniej.

 

zdjęcia z oficjalnej strony Perun SkyMarathon

Pozytywnie nakręcony biegacz amator, niepoprawny gadżeciarz. Runner in progress 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *