4

Komfortowe ultra za nami

2 Górska Pętla UBS 12:12

„Komfortowe ultra” – tak organizatorzy, powołując się na opinie z poprzedniej edycji, zachęcali do udziału zawodników z Polski i z zagranicy. Nie pomylili się. Nasze wrażenia możecie przeczytać w poniższej relacji.

 

Sobota, 29.03.2015, godzina 10 rano, meldujemy się w Brennej i śmigamy do biura zawodów po numer startowy i pakiet. W pakiecie całkiem przyzwoita czapka na chłodniejsze dni,  kubek co by kawa w pracy lepiej smakowała plus reszta gadgetów mniej lub bardziej przydatnych (informatory, bon rabatowy, mapa okolicy).

Punktualnie o 10.45 odprawa techniczna przeprowadzona w stylu „krótko, zwięźle i na temat”. Została godzina do startu czyli chwila dla znajomych i pogawędki kto gdzie był, a gdzie jeszcze będzie – bo to dopiero początek sezonu i tematów do rozmów nie brakowało. Jak wiadomo na przyjemnościach czas szybko leci, tak i start nadciągnął ekspresowo.

 

12:12 – wystartowali, ponad setka zawodników wyruszyła na trasę. Niebo pochmurne, temperatura ok 8 stopni lekka mżawka w górnej części trasy. Pierwsza pętla miała być na spokojnie, a wyszło jak zawsze, czyli tempo lekko „szarpane”. [Arek: moim zdaniem za szybko, ale to z mojej winy, wydawało mi się, że jesteśmy na końcu peletonu:D].

Na drugą wyruszyliśmy bez przystanku – i to jak się później okazało był gwóźdź do przysłowiowej „trumny” z uwagi na niewielką ilość wody jaka została w bidonach. Kończymy drugie kółko i wpadamy do bazy, żeby uzupełnić bidony w wodę i izo, a przy okazji nachapać się „BOGATO FEST” zaopatrzonym bufetem [Arek: to fakt, wybór i ilość przekąsek robił wrażenie, nawet żeli nie brakowało].

Nad tym tematem muszę się chwile pochylić, bo z wielu startów jakie zaliczyłem, takiego czegoś nie widziałem. Kubki smakowe mogły oszaleć z radości – tyle tego było! Zaczynając od tego co natura dała – orzechy, daktyle, banany – przez własnoręcznie pieczone ciacha (dzięki ładniejszym połówkom organizatorów) kończąc na nieskończonej ilości bułek i żeli energetycznych. No i ten grill – piękna sprawa, w chwilach kryzysu na trasie, ta myśl i ten zapach w głowie ratowała spadające tempo: „dobiegniesz, zasłużysz – zjesz!„. Zaopatrzenie gastronomiczne i dbałość o żołądki zawodników oceniam na dobre pięć gwiazdek.

Na trzecie kółko ruszamy osobno [Arek: właściwie nie wiem dlaczego ?]. Mniej więcej na 11 km trasy zaczyna się robić ciemno, a na trasie pojawiły się świecące „fiolki” rozwieszone co jakiś czas i w większych ilościach (w newralgicznych punktach trasy). Nogi już nieco zmęczone niosły dalej, a w ciemności kilometry jakby szybciej uciekały. Szybki przystanek – izo, bułka, czekolada – i znów na trasę… A na trasie niespodzianka, której chyba nikt nie zamawiał. Mgła – niesamowicie gęsta, bardzo mocno ograniczająca widoczność. W niektórych momentach trasę pokonywało się na pamięć potykając się albo o korzenie albo o bardziej wkurzające kamulce.

Najbardziej drażniący był fakt, że spodziewałeś się kałuży i wiedziałeś, że pewnie zaraz będzie – musisz trzymać się prawej strony, żeby obiec ją między drzewami i … – chlap!  Standard, po łydki w lodowatej wodzie i morale spada- z relacji innych zawodników wiem, że nie tylko ja taki „zdolny”. Mgła nie odpuszczała, w miejscach gdzie dwie godziny wcześniej można było biec, trzeba było mieć się na uwadze, żeby nie wywinąć orła.

Nastąpiła zmiana celu – byle doczłapać się do bazy w całości i bez kontuzji. Koniec – na czterech okrążeniach skończyła się przygoda z 2 Górską Pętlą UBS. I ja i Arek taki sam kilometraż w nogach – 64km, prawie taki sam zapas czasu na podjęcie walki z kolejnym okrążeniem, ale zdrowy rozsądek wziął górę. Do ugrania nic, jedyne co mogło czekać na trasie to pechowa kontuzja, a to dopiero początek sezonu. Poza tym zapach kiełbasy i makaronu kusił tak bardzo… 🙂 [Arek: właściwe to długo stałem w bazie, myśląc czy jednak nie zrobić 5 pętli, jednak patrząc na czas, stwierdziłem, że mógłbym nie zdążyć. Ostatecznie organizatorzy zamknęli trasę i decyzja została podjęta 🙂]

Wielkie dzięki dla tych wyjadaczy, z którymi mogliśmy się spotkać i rywalizować na trasie. Skąd najlepsi zawodnicy biorą to tempo i siłę, w takim terenie, to jeszcze nie wiem, ale się dowiem!!! Zgodzić się muszę ze słowami, które napisała koleżanka Ewa na swoim profilu „w tych warunkach każdy jest zwycięzcą” – pomijam fakt, że wygrała kategorię KK 🙂

Podsumowując imprezę – poziom organizacyjny na pewno zachęcający do powrotu za rok, znakowanie trasy bez skazy, o jedzeniu nic już więcej nie dodam, bo kto był i jadł, ten wie. Zawodników całkiem sporo, myślę, że za rok frekwencja pójdzie w górę i będzie nas mogło się ścigać ponad 200. My wrócimy na pewno, a kogo jeszcze wciągniemy to się okaże …

 

P.S

Specjalne gratulacje dla zaprzyjaźnionych zawodników z naszych terenów:

Tomek Kołder – 2 msce, 6 pętli = 96 km, czas: 11:49:36
Przemek Krupa – można powiedzieć że to nasz człowiek! 6 msce, 5 pętli = 80 km, czas: 11:34:18

 

Nasze czasy:

Piotr Gaś – 11 msce, 4 pętle = 64 km, czas: 9:15:08
Arkadiusz Kondas – 15 msce, 4 pętle = 64 km, czas: 9:49:17

 

Za zdjęcia i udostępnienie serdeczne dzięki nieocenionej Magdalenie Późniewskiej z Biegam Gdzie Chcę

 

Poniżej kilka zdjęć z biegu:

Cała masa zdjęć na stronie organizatora dostępna pod adresem: http://www.ultrabeskid.pl/zawody-w-brennej,223,akt.html

Pozytywnie nakręcony biegacz amator, niepoprawny gadżeciarz. Runner in progress 🙂

4 Comments

  1. cześć ! poprawcie sobie ilość pętli w opisie przy waszych zdjęciach 😉
    pozdrawiam z Brennej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *